Relacje z tras

Spóźniona urodzinowa ‚setka’

Urodzinowe 100-tka na gravelu - blog CyclingChief

Jak Wam wiadomo – bądź nie, jak nie macie mnie w znajomych na FB – 16 stycznia skończyłem 30 lat. Tzw. zmiana kodu. Niestety nie miałem w tygodniu czasu na rower, a jak miałem to na ulicach błyszczał lód. Chciałem zrobić 100 kilometrów i czekałem na odpowiednią porę. No i tak nadeszła sobota.

Skąd taki pomysł? W tym tygodniu nie spędziłem ani jednej sekundy na rowerze i mocno za nim zatęskniłem. Chciałem się również oderwać od rzeczywistości, troszeczkę odpocząć, wyluzować. Wbrew pozorom lubię wypoczywać podczas jazdy na rowerze czy wizyty na siłowni – macie podobnie?

Tak więc, gdzie by tu pojechać i czym? Stwierdziłem, że pojadę gravelem TREK Checkpoint ALR 4, bo gdzieniegdzie – nawet na szosie – może być jeszcze ślisko. Gdzie jechać? Pewna i sprawdzona trasa do Szczebrzeszyna przez Zwierzyniec, a powrót przez Frampol. No to lekkie śniadanie, ciepła herbata do gardła, kawa do termosu (Camelbak Forge® Vacuum – później nieco więcej o nim opowiem), kask na głowę, rękawice narciarskie na ręce i jadę. Godzina 9:10. Wyjazd.

Wyjazd z Biłgoraja, o matko

Ścieżki rowerowe w Biłgoraju. Ehh. Czy na prawdę muszę je komentować? Tylko się zdenerwuję. No ale dobra, trzeba pojechać nawet po swoim mieście. Jazda po biłgorajskich ścieżkach rowerowych zimą to jakaś kara dla rowerzystów, tylko nie wiem za co :). Niestarannie odśnieżone, w wielu miejscach tzw. kocie łby z lodu, chwila nieuwagi i leżysz, tym bardziej na cienkich oponach. Zapytacie, to po co jechałeś ścieżką rowerową? Cóż, jakbym wyjechał na ulicę i trafił na policję w złym humorze, to moment i byłby mandacik. No nic, jakoś się ‚wytoczyłem’ z tego Biłgoraja i główną drogą ruszyłem w kierunku Zwierzyńca – przez Panasówkę.

Wtoczę się pod Panasówkę?

Do Zwierzyńca jechało się bardzo przyjemnie. Cały czas jechałem główną drogą, praktycznie zero lodu przy poboczu czy jakichkolwiek oznak wczorajszego zamarzającego deszczu. Lampka przednia i tylna – cały czas włączone, pomimo mocnego słońca. Auta wyprzedzały mnie kulturalnie, TIRy również. Nikt nie kozaczył ani nie włączał spryskiwaczy, kiedy mijał kolarza – co ostatnio niestety przytrafiło się Paulinie (@magia_usmiechu).

Dobra, na horyzoncie widać ściankę (z daleka rzeczywiście odcina moc z moich nóg), czyli to słynna Panasówka. Jechać wprost na nią, czy zboczyć na prawo i ‚ominąć’ ją szerokim łukiem? Jadę. Co będzie to będzie. Wjechałem, nawet nie było aż tak źle jak na pierwszą jazdę rowerem w tym tygodniu. Potem do Zwierzyńca już cały czas z górki. Tam niekiedy jednak trzeba już było uważać na pojawiające się fragmenty lodu przy krawędzi drogi. Jestem na miejscu – Zwierzyniec.

Standardowe miejsce ‚posiadówki’ rowerowej w Zwierzyńcu

I co z tym termosem?

W Zwierzyńcu zatrzymałem się obok kościoła na wodzie – zresztą jak zwykle, kiedy odwiedzam tę miejscowość. Żeby tam się dostać, musiałem zsiąść z roweru i go prowadzić. Jedna wielka bryła lodu, cały czas widziałem nasze odbicie (swoje i roweru), kiedy patrzyłem pod nogi.

Termos rowerowy Camelbak FORGE Vacuum 500ml

Postanowiłem wreszcie sprawdzić jak będzie się piło kawę, którą przed wyjazdem wlałem do termosu. Po mniej więcej godzinie jazdy w minusowej temperaturze – jest jeszcze troszeczkę za ciepła, musiałem pić krótkimi łyczkami. Czyli jednak działa! Temperatura kawy spadła, ale nie tak szybko jak się tego spodziewałem. Dodam, że ów termos otrzymałem od Pauliny (@magia_usmiechu) i Piotrka (Peter Bizon) z okazji moich urodzin – dziękuję Wam kochani! Cóż, strzelam jeszcze kilka fotek, wrzucam relację na Instagrama i kręcę w kierunku Szczebrzeszyna.

Ścieżka rowerowa do Szczebrzeszyna

Zaraz za Zwierzyńcem wjechałem na ścieżkę rowerową, która biegnie PRAWIE do samego Szczebrzeszyna. Tam jednak miejscami gorzej, niż na ścieżkach w Biłgoraju. Poważnie? Wszyscy tylko wożą się w zimie samochodami, a rowerzyści tylko śmigają po lasach? Bez kitu. No ale nic, w oponach miałem niecałe 35PSI, więc jechałem sobie średnio 24-26 km/h. Zwalniałem jedynie w miejscach, gdzie są wjazdy do domostw, bo tam w 80% sam lód lub jeden wielki śnieżny nierówny syf.

Ścieżka rowerowa Zwierzyniec – Szczebrzeszyn

Kilka kilometrów przed miastem, ścieżka rowerowa się kończy i wyjeżdżam na ulicę. Cała ulica pięknie odśnieżona, a pas dla rowerów oczywiście pokryty cienką warstwą lodu. Miarka się przebrała, wyjeżdżam na ulicę i czekam tylko, aż ktoś zwróci mi uwagę – byłem wtedy bojowo nastawiony.

W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie

Dojechałem wreszcie do chrząszcza, pyknąłem parę fotek oraz relacji na Instagrama i jeszcze raz napiłem się kawy z termosu. Minęły prawie dwie godziny od mojego wyjazdu, kawa idealnie nadaje się do picia. Wypiłem więc całą, więc nie wiem jak termos sprawdza się na dłuższych wyjazdach. No ale mnie to w zupełności wystarczyło i nie potrzebuję niczego lepszego. Sprawdzony, genialny i przemyślany prezent!

Szykuj się na podjazdy, zaraz będziesz jechał pod wiatr

Wyjazd ze Szczebrzeszyna 74-ką to przede wszystkim świetne widoki, dobrej jakości asfalt, lecz także kilka postępujących po sobie zjazdów i podjazdów. Wiedziałem, że tam mocno dostanę w tyłek i później do samego Frampola będę tylko umierał. Mniej więcej tak było, ale nie od razu. W sezonie letnim kocham szybko zjeżdżać, no ale nie w zimie :). Dałem radę, mijało mnie bardzo mało aut, pociągnąłem trochę izotonika z bidonu i ruszyłem dalej 74-ką w kierunku ulubionego zjazdu przed Gorajcem – patrząc oczywiście od strony Szczebrzeszyna. Jeszcze kilka większych podjazdów i ciśniemy w dół…

Nie pobiłem swojego rekordu prędkości

Niebieskie niebo. Idzie wiosna? 🙂

Bałem się. Bałem się zjeżdżać szybciej niż 60km/h – tyle widziałem na liczniku, Strava jednak twierdzi, że miałem jakieś zwidy :D. Wilgotna nawierzchnia i kilka wyprzedzających mnie samochodów. Nie, nie będę ryzykował. Licznik dobił do 60km/h i zacząłem mocniej przytrzymywać klamki hamulcowe. No ale radość ze zjazdu była, a jakże! Lubię tu przyjeżdżać i – może to dziwnie zabrzmi – spuszczać się z tej górki :).

Wyścig śmierci, czyli droga Frampol-Biłgoraj

Każdy kolarz, który jeździ w moich rejonach, wie o czym mówię. Dojechałem do Frampola mając na liczniku przejechane jakieś 60 kilometrów. Czułem, że jestem już bardzo zmęczony, pomimo tego że jadłem i piłem jak należy. Zimowy brak formy, no ale jakoś trzeba dojechać do tego Biłgoraja.

Ku mojemu zdziwieniu, auta osobowe wyprzedzały mnie prawidłowo zjeżdżając praktycznie na sąsiedni pas. Czego nie można powiedzieć o TIRach i innych samochodach ciężarowych. Wyprzedzanie na tzw. gazetę to standard. Dwa razy bardzo mocno mnie odepchnęło w kierunku krawędzi szosy, gdzie na odcinkach leśnych niekiedy było widać lód, lekko przykryty śniegiem. No ale nie było żadnych przykrych zdarzeń. Mniej więcej w połowie drogi skręcam w kierunku Bukowej, gdzie w planach miałem później zjazd na Green Velo aż do Rezerwatu Obary.

Ból i rozczarowanie

Dbamy o ścieżki Green Velo. Zawsze. Zarówno w sezonie letnim, jak i zimowym. Kiedy zobaczyłem, jak wygląda wjazd, to w oku zakręciła mi się łza z rozpaczy. Jedna wielka bryła lodu pokryta równie twardym zamarzającym śniegiem. Rower do zdjęcia po prostu postawiłem na śniegu, nie potrzebowałem żadnego naturalnego stojaka jak np. kawałka gałęzi. No nic, jestem już wyczerpany, no ale wracam z powrotem na główną drogę i będę dalej uprawiał wyścig śmierci z TIRami.

Dbamy o wszystkie trasy Green Velo. Śmiechu warte!

Co jest? O kuźwa! Skurcz w prawej nodze. Niemiłosierny ból. Zatrzymałem się na chwilę, musiałem się porozciągać. Kierowcy pewnie patrzyli na mnie jak na jakiegoś psychicznie chorego kolarza, który chyba wymyśla jakieś nowe pozy do zdjęcia na Insta :). Co za d*bil! Rozciągałem się jakieś 15 minut, ból minął więc wsiadłem na rower. Ostrożnie, powoli. Jechałem maksymalnie 22 km/h, na podjazdach redukcja i lekkie obroty. Zero kozaczenia.

Przed sobą widzę znak – Biłgoraj: 10 kilometrów. Guzik prawda, bo niecałe 8 kilometrów haha. Od razu poczułem się lepiej. Byłem tylko skupiony, kiedy słyszałem ciężkie odgłosy za moimi plecami. Przede mną ostatni dziś podjazd, czyli pod gorę na wiadukt. Jestem na pierwszym rondzie. Na drugim. Na trzecim. Wjeżdżam na ścieżkę rowerową. Ostrożnie 15 km/h bo dalej nic nie odśnieżone, miejscami lód. Jestem w domu 🙂

No i jak było? Podsumowanie

Ogólnie jestem zadowolony z tego wypadu. Żałuję tylko, że jechałem sam. Tak przynajmniej kilometry zlatywałyby o wiele szybciej, w aurze lepszych bądź gorszych dowcipów rowerzystwa (czyt. rowerowe towarzystwo). Kiedyś kochałem jazdę solo. Nie powiem, czasami trzeba i tak, ale preferuję już jazdę w grupie, ale tak maksymalnie 2-3 osoby, bo im więcej osób, tym ludzie zaczynają udawać kogoś, kim nie są na co dzień. Nie lubię tego.

Strzeliło lekko ponad 100 kilometrów. Urodzinowa trasa zaliczona. Pozdrowerek kochani! Whoooah!

Dystans: 100.50 km,
Średnia prędkość: 23.2 km/h,
Maksymalna prędkość: 55,8 km/h
Średnia temperatura: -1
Czas jazdy: 4:19:2
https://www.strava.com/activities/2089218535

Zobacz inne

4 komentarze

  • Reply
    cykli.ju.sta
    20 stycznia 2019 at 19:43

    Głęboki wyrazy uznania za przejechany dystans! W zimowej aurze ukręciłam najwięcej 40 km 😉 P.S. widzę, że termin „rowerzystwo” się przyjął 😀

    • Reply
      CyclingChief
      20 stycznia 2019 at 19:59

      Dzięki 😉. No ja w styczniu w ubiegłym roku również zrobiłem setkę na gravelu, dokładnie dzisiaj wypada rocznica. Wtedy jeszcze jeździłem na Rondo RUUT AL. Co do „rowerzystwa” to tak, spodobało mi się i zapewne zostanie na dłużej hehe. Pozdrowerek Justyna! Dzięki za odwiedziny na blogu 😉.

  • Reply
    Marek
    24 lutego 2019 at 00:01

    Podpowiem Ci że na trasie Szczebrzeszyn -Frampol jest zakaz jazdy dla ciężarówek powyżej 8t. Poza tym gratuluję samozaparcia i niezłej średniej

    • Reply
      CyclingChief
      5 maja 2019 at 14:48

      A dziękuję 😉 Pozdrowerek!

Zostaw komentarz