Wódz jeździ

Rozjazdowe 50 kilometrów na grawelu

Rozjazdowe kilometry szlakiem Green Velo

Niestety dziś zbyt mało czasu na jakąś konkretną trasę, więc wybrałem się w swoją ulubioną 50-kilometrową pętlę Biłgoraj – Zwierzyniec – Biłgoraj. Niestety w słońcu prawie ze 38 stopni. Wziąłem dwa litry wody. Nie starczyło. Musiałem posiłkować się zapasami Pepsi w restauracji, gdyż jak Ci dobrze wiadomo, od jakiegoś czasu normalne sklepy są pozamykane w niedzielę. Pierwsza część trasy wiodła przez drogi asfaltowe, najczęściej mocno uczęszczane ulice. Powiem Ci szczerze, że lubię jeździć wśród aut. Nabieram doświadczenia i jestem co raz to bardziej czujny na błędy niektórych kierowców, które jestem w stanie zauważyć już z daleka.

Tyle razy, ile wymuszono mi pierwszeństwo, nie zmieściłoby się na nagraniach 64GB karty pamięci. Ale wciąż żyję! 😉

Asfalt z kilometra na kilometr zaczynał zmieniać się w drogę szutrową z racji trasy wiodącej przez las. Świeże powietrze, ale niestety dużo gorsza nawierzchnia. Niby do tego typu dróg zaprojektowane są rowery grawelowe (piszmy grawelowe lub szutrowe, a nie gravel – jesteśmy przecież w Polsce). Tyle że w USA drogi szutrowe wyglądają zupełnie inaczej – bardziej jak bieżnie na polskich ośrodkach sportowych. Co chwilę w dolną rurę ramy uderzają większe kamienie, czasami obrywałem również po nodze.

Czarno-biały las a przed nim grawel od Rondo

Przed samym Zwierzyńcem wjechałem na szlak Green Velo wiodący przez samo serce Roztoczańskiego Parku Narodowego. Szuter zmienił się w ubitą leśną ścieżkę, która już bardziej przypomina to, czym amerykanie nazywają potocznie słowem gravel. Jechało się bardzo miękko, spokojnie. Dookoła tętniło życie, mijałem mnóstwo kolarzy – zarówno tych bardziej ‚wczutych’ w szajbę rowerową, jak i tych bardziej rekreacyjnych/sezonowych w bardzo różnym wieku. Każdy był zadowolony, na mój gest powitania odwdzięczali się tym samym.

Nie mam szacunku do kolarzy, którzy jadą z głową w dół i mają daleko gdzieś otaczający ich świat.

Rower Grawelowy Rondo Ruut AL w swoim żywiole

Zaraz po dojechaniu do centrum Zwierzyńca, zacząłem nastawiać się psychicznie na powrót do domu. Zaraz na wyjeździe z miasta trafiam na ponad 7% podjazd, tzw. górka Panasowiecka. Każdy podjazd traktuję poważnie i Tobie radzę to samo. Trasa biegnie również mocno uczęszczaną przez samochody osobowe oraz ciężarowe drogą asfaltową, więc zaraz po pokonaniu podjazdu trzeba się skupić na zjeździe. Bez pedałowania jesteś w stanie rozpędzić się do około 50-60 km/h.

Jest to dosyć dziwne uczucie, bo jedziesz rowerem na równi z samochodami, a czasami nawet je wyprzedzasz.

Można zaszaleć, ale szarżować również nie polecam – tym bardziej rowerem szosowym. Gdzieniegdzie w drodze są wąskie dziury i pęknięcia, w których wjechanie oponą 25-28C grozi katastrofą. W Rondo raczej mi to nie grozi na oponach Panaracer GravelKing 43C. Wiem, że kusi – ale uważaj na siebie 😉 Powrót do domu już na spokojnie, wiatr w plecy, czyli to co my kolarze lubimy najbardziej. Na powrocie czekał mnie jeszcze jeden mniejszy podjazd w Hedwiżynie, jednakże po pokonaniu górki Panasowieckiej byłem pewien, że nie będzie ona większym wyzwaniem.

Podsumowanie trasy

Jest to jedna z moich ulubionych pętli na rowerze grawelowym. Tak jak pisałem wcześniej, nie boję się jeździć głównymi drogami. Wszędzie czyhają na Ciebie różnego rodzaju niebezpieczeństwa, a czy to będzie na odludziu na drodze leśnej czy na drodze wojewódzkiej wśród samochodów i TIRów… Lepiej o tym nie myśleć i skupić się na jeździe. Ciekawe gdzie następnym razem zabiorą mnie moja dwa kółka.

Pokonałem 56 kilometrów ze średnią prędkością 27 km/h. Prędkość maksymalna 59 km/h.

Zobacz inne

Brak komentarzy

    Zostaw komentarz