Recenzje wodza

Recenzja roweru Rondo Ruut AL

Recenzja roweru Rondo Ruut AL - blog CyclingChief

Nadszedł ten czas, kiedy ja i Rondo Ruut AL poznaliśmy się na tyle, że jestem w stanie bardzo dużo o nim powiedzieć. Mam porównanie zarówno do typowego roweru górskiego, crossowego, jak i roweru szosowego z geometrią endurance. Zwiedziłem na nim zarówno asfalty, jak i szutry oraz ubite leśne ścieżki. Kiedy pierwszy raz go dosiadłem – zaraz po zakupie – byłem zszokowany tym, jak wygodna jest jego geometria i jak blisko mu do roweru szosowego. Czułem tę wysoką jakość całokształtu i z kilometra na kilometr dowiadywałem się skąd ta cena, która jak na zastosowany osprzęt była dosyć wysoka. Jak Ci dobrze wiadomo, nie ma rowerów idealnych. Z tej recenzji dowiesz się również m.in. z jakimi problemami zmagałem już od kilku dni po jego zakupie, jak sprawował się oficjalny serwis producenta i jak skończyła się moja przygoda z Rondo Ruut AL. Zapraszam Cię do wyczerpującej lektury! 🙂

Ten design, coś pięknego!

Zacznę od tego, z jakiego powodu zapadła decyzja zakupowa Rondo Ruut AL. Chciałem mieć rower w miarę uniwersalny, jednakże z nastawieniem na szosę. Przypadła mi do gustu kierownica typu baranek z rowerów szosowych, nie odczuwałem na niej żadnych bólów nadgarstków itd. Niekiedy chciałem też wjechać do lasu na ubite ścieżki czy chociażby na drogi szutrowe. Nie chciałem mieć przedniej przerzutki, lubię prostotę – brak potrzeby regulacji kolejnej części w rowerze. Napędu 1×11 w ogóle się nie obawiałem, gdyż nie jestem żadnym zawodowcem i nigdy nim nie będę. Jeżdżę typowo rekreacyjnie, nie interesuje mnie fakt, że na danej kadencji będę jechał za szybko czy za wolno. Zacząłem więc przeglądać oferty rowerów znanych mi do tej pory producentów i szczerze powiedziawszy na tamtejszą chwilę nie znalazłem nic, co by mnie zainteresowało. Wszystkie rowery wyglądały praktycznie tak samo, różniły się tylko kolorem ramy i naniesionym na nią logo producenta.

A cóż to takiego? Chcę to mieć!

O istnieniu Rondo Ruut AL dowiedziałem się z jednego z filmów na YouTube. Przyznam Ci się, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Obejrzałem ten film co najmniej 20-30 razy. Zarówno jego kolorystyka, oryginalność, jak i elegancja w postaci braku zbędnych napisów na ramie bardzo, ale to bardzo przypadły mi do gustu. Jak już pisałem we wpisie dotyczącym wyboru mojego roweru szosowego (link do wpisu) dla mnie przede wszystkim liczy się wygląd roweru. Jeżeli rower będzie Ci się podobał, to automatycznie będziesz czerpał dużo więcej przyjemności z jazdy. ‚Wyrosłem’ już z rozumowania, że lepszy rower to taki, który ma lepszy osprzęt i na odwrót. Ale wracając do tematu…

Rondo, znaczy rower dedykowany do jazdy po rondach?

Jak nazywa się ta marka? RONDO? Haha. W pierwszej chwili pomyślałem, że to pewnie dwóch przysłowiowych ‚januszów’ założyło sobie firmę, ładnie ‚pokolorowali’ rower i sprzedają go za bardzo nieadekwatną do jakości cenę. Zrobiłem więc niemały research i odetchnąłem z ulgą. Okazało się, że ludzie odpowiedzialni za tę markę wywodzą się z dobrze znanej i cieszącej się ogromną popularnością marki NS Bikes. Zerknąłem więc na ofertę ich rowerów i znalazłem tam również rower grawelowy, który jak się okazuje jest starszym bratem serii Ruut. Cena nieco niższa, ale wygląd RAG+ jakoś do mnie nie przemawiał i nadal nie przemawia.

Dbałość o detale

Wygląd Rondo Ruut AL to jak najbardziej kwestia gustu, jednakże kilka elementów i rozwiązań w tym rowerze zauroczyło mnie na tyle, że nie było już odwrotu 😉 Po pierwsze – rama. Bardzo klasyczna z elementami nowoczesności. Brak jakichkolwiek zbędnych napisów na ramie typu super, hiper, speed, ultralight, mega technology. Na górnej rurze delikatna nazwa modelu, natomiast od wewnętrznej strony dolnej rury wypisany jest rozmiar ramy. Bardzo dbale wykończone spawy – te przy górnej rurze ramy zostały dodatkowo wygładzone, natomiast pozostałe już nie. Maksymalnie skrócono tylny trójkąt, co od razu widać m.in po specjalnym wgnieceniu w rurze podsiodłowej, które również dodaje ramie uroku i oryginalności.

Nie mogę nie wspomnieć o drobnym i efektownym akcencie w kołach RONDO, jakim jest malowanie tzw. oil slick czterech szprych w każdym z kół. Świetnie wygląda to w połączeniu z piastą w przednim kole, która również została w ten sposób wykończona. Od razu zorientowałem się, że za RONDO rzeczywiście stoi marka NS Bikes. Ich rowery zawsze były dopracowane pod względem kompozycji. Tutaj żaden element nie znalazł się przypadkowo, wszystkie tworzą jedną całość. To nie jest typowy składak – czyli zróbmy jedną ramę i wypuśćmy 10 wersji z różnym osprzętem. Tego tutaj nie ma. Każda z odmian tego modelu jest inna, unikatowa na swój sposób. I to się chwali.

Elementem, który mocno rzuca się w oczy i każdy znajomy od razu spoglądał w tym kierunku, to widelec. Masywny, świetnie zaprojektowany, wykonany oczywiście z karbonu. Czy opowiadać Ci o zastosowanej autorskiej technologii TwinTip? Nie jest to istotne z perspektywy kolarstwa rekreacyjnego, także krótko i zwięźle w kilku zdaniach. Technologia ta pozwala Ci na minimalną – nie oszukujmy się – korekcję geometrii roweru. Możesz podnieść lub opuścić przód roweru o około 1 centymetr. System ten pozwala Ci również zamontować koła 27,5″ z jeszcze szerszymi oponami niż fabrycznie zastosowane opony 28″ Panaracer GravelKing o szerokości 43 milimetrów. Jak to wygląda w praktyce? Ustawisz raz i o tym zapominasz.

Miej to na uwadze!

Na co warto zwrócić uwagę to na fakt, że w przypadku wyboru geometrii Endurance, przednie koło znajduje się wtedy bliżej Ciebie, a co za tym idzie możesz spotkać się z problemem tzw. toe overlap, czyli uderzaniem czubkiem buta o przednie koło podczas ostrego skręcania przy niskiej prędkości. W moim przypadku właśnie tak było (rozmiar ramy M), pomimo prawidłowego ustawienia bloków SPD. Po ustawieniu widelca w geometrii Racing – problem zniknął. I tak już zostało do końca mojej przygody z tym rowerem. Musisz wiedzieć jeszcze o jednej istotnej kwestii. Przy zmianie geometrii z Endurance na Racing należy wymontować adapter do przedniego zacisku hamulca – widziałem już niejedną recenzję Rondo Ruut, jak osoba jeździ w geometrii Racing z zamontowanym adapterem 🙂

Opony Panaracer GravelKing SK z tzw. skinwall’em – czyli ścianka boczna opony jest najczęściej beżowa, brązowa bądź biała – również zostały dobrane do Rondo Ruut AL nie bez przyczyny. Po pierwsze opony te są uznawane za najlepsze opony do rowerów grawelowych. Po drugie świetnie toczą się na asfalcie, szutrze i ubitych leśnych ścieżkach. Jednakże w przypadku asfaltu wydają przy tym charakterystyczny piszczący dźwięk – co warto mieć na uwadze. Nie wjedziesz na tych oponach np. w tereny, w których poradzi sobie rower przełajowy. A to ze względu na fakt, że opona ta pozbawiona jest jakichkolwiek wyższych klocków po jej bokach i bardzo łatwo stracić kontrolę w luźniejszym terenie. Po trzecie, rower z tymi oponami wygląda obłędnie!

Kilka słów o osprzęcie

Zastosowany napęd SRAM Apex 1 zdał swój egzamin, zarówno podczas jazdy szosowej, jak i terenowej. Stopniowanie kasety 11-42 przy 40 zębach na korbie pozwalało mi się rozpędzić na prostej do około 56 km/h przy już wysokiej kadencji, natomiast w przypadku podjazdów było dużo lżej niż w przypadku napędów szosowych z kompaktową korbą. Na słowa uznania zasługuje bardzo mocne sprzęgło tylnej przerzutki, czego nie spotkałem jak dotąd w żadnym rowerze górskim ani szosowym. Przełożenia również zmieniały się błyskawicznie z charakterystycznym ‚ciężkim’ dźwiękiem podczas zmiany w górę (np. z 6 na 7). Zarówno kółeczka tylnej przerzutki, jak i zęby na korbie wykonane zostały w technologii Narrow Wide. Ani razu nie spadł mi łańcuch, nawet podczas jazdy w terenie.

Jeśli chodzi o klamki hamulcowe SRAM Apex 1, to mam do nich kilka zastrzeżeń. Nie wiem, czy to akurat wina moich egzemplarzy, lecz podczas jazdy po nierównym terenie – jak chociażby bruzdy w asfalcie – dosyć mocno hałasowały. Same klamki nie są zbyt dobrze spasowane i mają spory zakres swobody w obudowie. Jedynym rozwiązaniem było trzymanie ich palcami, lecz nie da się tak jechać przez cały czas. Oczywiście hamulce również pochodzą z tej samej grupy, co do ich działania nie mam żadnych zastrzeżeń. Kupując nowy rower z hamulcami tarczowymi musisz wiedzieć, że trzeba je najpierw dotrzeć. Wystarczy jeździć spokojnie i ostro nie hamować. W przeciwnym wypadku klocki zrobią się śliskie – źle dotarte – i będziesz zmuszony kupić nowy komplet bądź próbować z papierem ściernym.

Moja historia problemów z rowerem

Rower idealny nie istnieje. W przypadku Ruuta nie raz się o tym przekonałem. Przed opisaniem moich wrażeń z jazdy, chciałbym opowiedzieć Ci teraz z jakimi problemami zmagałem się zaraz po wyjęciu roweru z pudełka i w trakcie jego użytkowania. Mam nadzieję, że da Ci to pojęcie o tym, jak rowery przygotowywane są do wydania klientowi, a sytuacje, które opisuję poniżej mogą spotkać również Ciebie. Tak więc zaczynam chronologicznie od dnia zakupu:

Regulacja napędu. Rowery ponoć są wstępnie wyregulowane i gotowe do jazdy. W moim przypadku wyglądało to tak, że nie byłem w stanie w ogóle wrzucić 1 i 2 przełożenia. Trudno to zaliczyć do ‚wstępnej regulacji napędu’. Również odległość wózka przerzutki od kasety była nieprawidłowo ustawiona, dodatkowo utrudniając wrzucenie łańcucha na największą koronkę kasety,

Zapowietrzone hamulce hydrauliczne. Tylny hamulec był już na starcie zapowietrzony. Klamka pracowała bardzo ciężko, trudno było zatrzymać rower korzystając tylko z niego. Roweru nie kupowałem bezpośrednio od producenta, lecz w sklepie internetowym. Przedstawiłem sytuację, zaniosłem rower do stacjonarnego serwisu w celu odpowietrzenia hamulców i sklep zwrócił mi koszty naprawy. Problem szybko wyeliminowałem, sklep stanął na wysokości zadania.

Było co raz lepiej

Po wyeliminowaniu powyższych niedociągnięć ze strony linii produkcyjnej, zacząłem nim jeździć. Nie wiem czy tak można powiedzieć o rowerze, ale podczas jazdy miałem wrażenie, że jest szyty na miarę. Geometria ramy była wręcz dla mnie stworzona. Nie odczuwałem żadnego bólu czy to w szyi, plecach, ramionach czy nadgarstkach. Nie potrzebowałem ani krótszego, ani dłuższego mostka. Rozmiar był idealny. Komfortowo pokonywałem dłuższe dystanse, zarówno na szosie jak i w lekkim terenie. Było na prawdę świetnie.

Jednakże po pewnym czasie – tak jak to wymaga praktycznie każdy nowy rower – po podanym przed producenta dystansie należy oddać koła do centrowania. Nie jest to drogi zabieg, ale warto to zrobić. Jeżeli koło jest proste, to polecam przynajmniej ponapinać szprychy. Wtedy pojawiła się poważna usterka, której wyeliminowanie/naprawa wymagała wysyłki roweru do producenta:

Uszkodzony gwint tylnej osi w ramie. Chcąc wykręcić tylną oś w celu demontażu koła i zaniesieniu go do centrowania, okazało się że nie jestem w stanie tego zrobić. Użyłem tak dużo siły, że uszkodziłem klucz imbusowy marki PRO (Shimano), jednakże oś puściła wydając przy tym nieprzyjemny trzask. Podczas jej wykręcania, z gwintu z ramy kolejno wysypywały się opiłki aluminium. Byłem załamany. Kiedy już ją wykręciłem, zobaczyłem że gwint w ramie jest w bardzo złym stanie. Dodatkowo nie mogłem już zamontować tylnego koła, oś kręciła się w miejscu. Porobiłem zdjęcia i – prawie że z płaczem – zadzwoniłem do serwisu Rondo. Poziom obsługi klienta stał na najwyższym poziomie, wszystko wytłumaczyłem jak mogłem, przesłałem zdjęcia na maila. Bez żadnego ‚ale’ poproszono mnie o zapakowanie roweru do wysyłki i zamówiono kuriera na ich koszt. Po dotarciu roweru do serwisu otrzymałem maila z prośbą o podjęcie decyzji – czy chcę, aby podjęli próbę naprawy czy wolałbym wymianę ramy na nową. Wybrałem ten drugi wariant. Uprzedzono mnie o długim czasie oczekiwania, gdyż rowery te nie są masowo produkowane jak rowery dużych znanych marek. Przyjąłem do wiadomości i za ok. 3 miesiące otrzymałem nową ramę. Do przesyłki dołączony został również mały upominek w postaci dwóch bidonów Rondo. Wszystko było już w porządku, jak najbardziej byłem zadowolony z serwisu i ich podejścia do klientów.

Czy to koniec usterek?

Kontynuowałem swoją przygodę z Rondo Ruut AL, wszystko działało jak należy. Rower wychwalałem pod niebiosa gdziekolwiek tylko się dało 🙂 Czy to w podpisach swoich tras na Endomondo, Stravie czy na samym Instagramie. Nikomu wcześniej nie wspominałem o powyższych usterkach, tym bardziej jak wszystkie zostały wyeliminowane. Inaczej byłoby, gdyby na przykład serwis stwarzał problemy lub – mówiąc kolokwialnie – zwalał winę i wszystie koszty na klienta. Aż tu nagle…

Podejrzane stukanie w przednim kole. Podczas jednej z wypraw rowerowych, z przedniego koła zaczęło wydobywać się stukanie, które było słyszalne regularnie co pełny obrót koła. Próbowałem wszystkiego. Oddałem koło do centrowania, regulowałem zacisk hamulca, ściągałem i zakładałem oponę, sprawdzałem również czy to przypadkiem nie wentyl – okazało się, że nic nie pomagało. Dźwięk ten nagrałem specjalnie dla serwisu – stwierdzono, że albo jakimś cudem ociera jedna ze szprych o śrubę zacisku hamulca (która jest bardzo blisko szprych) albo padły łożyska w piaście, co jest bardzo mało prawdopodobnie w tak krótkim odstępie czasu.

Mocno irytujące prawda? Czasami to stukanie znikało na jakiś czas i znów powracało, zarówno podczas pedałowania, jak i bez. Żaden ze stacjonarnych serwisów w mieście nie dopatrzył się niczego złego w tym kole. Nie chciałem znów rezygnować z roweru na dłuższy okres czasu – tym bardziej że miałem zaplanowane regularne treningi z racji chęci zrzucenia zbędnych kilogramów. Postanowiłem jakoś z tym żyć. Może samo ustanie.

Nie nie, to nie może być prawda. Czas się pożegnać.

Dosłownie 3-4 wyjazdy później pojawiły się problemy z tylnym kołem. Po około 150-200 kilometrach pojawiało się spore bicie. Niejednokrotnie zanosiłem je do centrowania i po podobnym dystansie koło wracało do stanu sprzed centrowania. Jeździłem najczęściej głównymi drogami asfaltowymi, w teren wjeżdżałem bardzo sporadycznie. Serwisy stacjonarne – nie mówię tutaj o serwisie producenta – znów rozkładały ręce. I w tej właśnie chwili przelała się czara goryczy i postanowiłem wystąpić do producenta o zwrot należności.

Do tej pory jeździłem rowerami za maksymalnie 3 000 złotych i ich serwisowanie polegało wyłącznie na regulacji napędu i jego czyszczeniu. Straciłem zbyt wiele nerwów i pieniędzy na dochodzeniu, co może dolegać mojej maszynie. Producent przyjął moją deklarację wraz ze szczegółowych opisem usterek i w przeciągu 2 tygodni otrzymałem odpowiedź zwrotną, że moje ‚roszczenie’ zostało uznane i otrzymam zwrot należności. I tak się stało. Cały proces przebiegł na wysokim poziomie uprzejmości i kultury osobistej. Zarówno mnie, jak i producentowi było przykro że tak się stało – po dwóch stronach byli zakręceni kolarze, którzy się rozumieli i szanowali. Gorąco pozdrawiam Cię Mateuszu 🙂

Czy poleciłbym Ci ten rower?

Nie ma się co oszukiwać. Tego typu usterki nie przytrafią się każdemu nabywcy tego roweru. Niestety, tym razem padło na mnie :(. Znam dwóch szczęśliwych posiadaczy tego roweru w Polsce i do dnia dzisiejszego wszystko działa bez zarzutu. Pomijając problemy techniczne, z którymi borykałem się właściwie od dnia jego zakupu, RONDO Ruut AL jest jak najbardziej godny uwagi. Unikalny design oraz przemyślana geometria sprawiła, że zakochałem się w tych dwóch kółkach. Gdyby wyciąć z jego życiorysu wszystkie defekty, to do dziś kręciłbym na nim kolejne kilometry i to z uśmiechem na twarzy.

W Internecie mówi się, że laik nie odczuje różnicy pomiędzy sztywną osią a szybkozamykaczem – nie zgodzę się z tym. Każdy kolarz, którego rower wyposażony jest w hamulce tarczowe wie, jak bardzo irytujący może być fakt ściągania/zakładania koła za pomocą szybkozamykacza. Tutaj nie jesteś w stanie za każdym razem z tą samą siłą zacisnąć koła i w wielu przypadkach po ponownym jego montażu wymagana jest korekta ustawienia zacisku hamulca. W przypadku sztywnych osi ten problem całkowicie znika – raz ustawione zaciski nie wymagają ponownej regulacji. Jest to rzecz, która od razu ukazała jedną z najbardziej oczywistych zalet tego rozwiązania.

Podsumowując, jeżeli chcesz nabyć rower o unikalnym designie i wielu zastosowaniach – zarówno na szosę, jak i leśne ścieżki, ale preferujesz geometrię rowerów szosowych – to RONDO Ruut AL może okazać się trafnym wyborem. Jestem świadomy tego, że opisywane przeze mnie problemy z rowerem mogą Cię nieco odstraszyć. Chcę dzielić się z Tobą wszelkimi wrażeniami, zarówno tymi dobrymi, jak i złymi. Uspokoję Cię jednak, ostatnimi czasy nabyłem nowy rower szosowy TREK Emonda z serii SL i po tygodniu użytkowania okazało się, że w przednim kole nadpęknięta jest obręcz, a w tylnym coś jest nie tak z piastą (nie poinformowano mnie konkretnie o co chodziło). Zamówiono nowe koła od producenta i w momencie pisania tej recenzji czekam już ponad 2 tygodnie na nową parę. Jak widzisz, wszystko się może zdarzyć. Musisz zacząć myśleć optymistycznie. Wszystko będzie ok. Pewności jednak nigdy nie będziesz miał i nikt Ci jej nie zagwarantuje.

Plusy i minusy RONDO Ruut AL

+ dopracowany projekt roweru jako całości,
+ klasyczna rama z nowoczesnymi smaczkami,
+ geometria ramy,
+ karbonowy widelec wraz z rurą sterową,
+ sztywne osie,
+ prosty, uniwersalny i sprawnie działający napęd SRAM Apex 1,
+ serwis producenta.

nieprzemyślane wewnętrzne prowadzenie pancerzy,
klamki w klamkomanetkach SRAM Apex 1 pozostawiają wiele do życzenia, jej elementy mogły być lepiej spasowane,
niedokładne splanowanie miejsca na śrubę kontrującą tylnej osi koła (było to samo zarówno w jednej, jak i drugiej ramie),
brak załączonej instrukcji obsługi odnośnie przymusu montażu/demontażu adaptera przedniego zacisku hamulca przy zmianie geometrii z Endurance na Racing i odwrotnie.

Link do strony producenta: http://rondo.cc/ruut-al,17,pl

Pozdrawiam i zachęcam do udzielania się w komentarzach.

 

Zobacz inne

21 komentarzy

  • Reply
    Mat
    28 maja 2018 at 18:15

    Przyjemnie się czyta i szacun za 100% rzetelność. Oby usterkowy pech na dobre się skończył. Czekam na kolejne wpisy!

    • Reply
      CyclingChief
      28 maja 2018 at 20:15

      Miło mi to słyszeć! Nie widzę sensu ukrywania jakichkolwiek wad recenzowanego produktu. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej. Pozdrowerek!

    • Reply
      Tomek Kaczmarek
      15 września 2018 at 12:56

      Zastanawiam się nad tym rowerem. Ale duże wątpliwości bo całe życie jeżdże na MTB ( stary rocznik ze mnie z czasów, kiedy te rowery uchodziły …za uniwersalne:) )
      Potrzebuję roweru uniwersalnego. głównie na asfalt, ale nie unikam też szutru i wypraw między 100. a 200 km. A takie pokonuję obecnie na Meridzie Matts. Tak wiem, jestem wariat !
      Nigdy nie jeździłem na szosie i zastanawiam się czy lepiej nie zainwestować w dobrego crossa, zamiast w cudownego RONDO.
      Tak a pro po Twojej historii z Rondo. Nie myślałeś o wymianie na ten sam model, ale już nie wadliwego egzemplarza ?

      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,

      Tomek

      • Reply
        CyclingChief
        18 września 2018 at 21:01

        Witaj, wybacz że dopiero teraz odpisuję, ale nie otrzymałem powiadomienia o wiadomości. Ja osobiście decydowałbym się na rower grawelowy jeśli chciałbyś pokonywać dalekie dystanse z sakwami albo nowoczesnym bikepacking’iem. Na crossówce masz bardzo wyprostowaną pozycję za kierownicą no i raczej mało użyteczny amortyzator. W przypadku grawela – według mnie – pokonasz dłuższy dystans z dużo wyższym komfortem jazdy. Plus to również kierownica typu baranek i mnóstwo opcji ułożenia na nich rąk.

        Co do Rondo, to przyznam Ci się, że żałuję tej decyzji o zwrocie, byłem zły bo wydałem wszystkie swoje oszczędności na rower, który mi się spodobał, a cały czas sprawiał mi dużo problemów. Kiedyś planuję kupić grawela i poczuć esencję bikepacking’u ze znajomymi 😉

        • Reply
          Tomek Kaczmarek
          22 września 2018 at 11:13

          Dziękuję Ci za odpowiedź 🙂 3 dni to bardzo szybko:) Chodzi mi po głowie ten gravel. Ale najpierw muszę go jakoś przetestować.
          Pozdro !

  • Reply
    Sziva
    10 czerwca 2018 at 11:27

    Szkoda, że trafił się taki usterkowy egzemplarz. Pamiętam Twoją radość zaraz po nabyciu tego Rondo.

    • Reply
      CyclingChief
      10 czerwca 2018 at 11:33

      No niestety. Gdyby nie wadliwy egzemplarz to nie zamieniłbym tego Rondo na nic innego. Geometria bardzo mi odpowiadała, od pierwszej jazdy nie musiałem wprowadzać żadnych korekt do pozycji, nie odczuwałem żadnego dyskomfortu nawet podczas jazdy w terenie. W przypadku mojej aktualnej szosy co chwilę musiałem korygować swoja pozycję. Znam osoby, które mają Rondo i od dnia zakupu nie mieli żadnych problemów. No nic, pech tak chciał 🙁

  • Reply
    mm
    31 października 2018 at 19:20

    Cześć ile ważyłeś jak miałeś problem z kołami w tym rowerze?
    Po prostu moim zdaniem one miały za mało szprych (doliczyłem się ich 28) jak na masę, którą podałeś zaczynając swoją przygodę z rowerami. Jeśli jeszcze były cieniowane i może nie topowej jakości, to problem gotowy, materiał nie wytrzymywał.
    Z drugiej strony dziwię się, że mając rower, który idealnie Ci leżał, pozbyłeś się go z powodu kół. Można było zainwestować w coś lepszego na 32 szprychy. Takie koła bdb jakości można tanio zrobić.
    Pytam bo sam ważę około 100 i obawiam się o te koła. Wg mnie powinny mieć 32 szprychy, byłyby odpowiednie też dla cięższych osób, zwłaszcza przy opuszczaniu asfaltu.
    Bo sam problem zapieczenia się osi w ramie to raczej można traktować losowo, ktoś składając nie nasmarował, dokręcił za mocno, dostała się woda, może sól, pojawiła się korozja elektrochemiczna i dalej wiadomo…

    • Reply
      CyclingChief
      31 października 2018 at 20:38

      Szczerze mówiąc to dokonałem decyzji o zwrocie dość impulsywnie. Świetnie leżała mi geometria tego roweru. Koła nie wymagały centrowania itd, a co najlepsze w mojej Emondzie miałem identyczny problem (mam nawet nagranie), ale w obydwu kołach już przy wadze około wtedy 89 kilogramów. Reklamacja została uznana i otrzymałem nowe – do dziś zero problemów. Tak więc jakbym nie był mocno podirytowany tym, że wydałem swoje oszczędności na drogi rower – i raz musowo było wymienić całą ramę (krzywo splanowane miejsce do mocowania tylnego zacisku hamulca, uszkodzony gwint tylnej osi w ramie), a później zaczęły strzelać koła – to bym jeździł nim do dzisiaj. No ale serwis bez żadnego ALE przyjął reklamację i przyjął zwrot. Mogli tego nie zrobić, to bym odpuścił i jeździł do dzisiaj, no ale teraz nie stać mnie na taką maszynę hehe. No i znam dwie osoby co mają Ruuta AL, i w tym jedną co waży ponad 100KG – wszystko jest OK. Także miałem pecha.

  • Reply
    mm
    1 listopada 2018 at 22:47

    Ja mam obecnie Santa Cruz Stigmata – to coś pomiędzy gravel a endurance ale sporo ważę więc kupiłem go do jazdy po szosie – opony 30c sztywne osie robią robotę i rower jest świetny, zawsze kupuję framsety i składam sam. Mam dwa rowery Santa Cruz i jestem mega zadowolony z nich. Nigdy nie było też żadnych problemów z poskładaniem tego to kupy itp. poza tym też świetny dystrybutor tej maraki w PL.
    Wcześniej jednak wtopiłem z Ibis Hakkalugi poprzedniej niż obecna generacji- carbonowy rower właśnie trochę z nurtu CX ale tego z USA,, pozycjonowany jako mega hiper jakość. Kupiłem framset za około 7 tysięcy i okazało się, że niemal żadne koła na polskim rynku do niego nie pasują, Producent przewidział tak mało miejsca na tarczę w ramie, że pasowały do niego niemal tylko piasty firmowane logiem tego producenta, w innych tarcza tarła o dolne widełki lub były dziesiąte milimetra odstępu tarczy hamulcowej od carbonowych wideł. Co śmieszniejsze dystrybutor nie miał w ofercie tychże pasujących piast tego producenta.
    I co zrobił dystrybutor, który chwalił się mega podejściem do klienta? Zaproponował zwrot za ramę ale zostawiając mnie z resztą akcesoriów z zakupionego framsetu firmowanych logiem IBISA jak sztyce, siodło kierownica i widelec, stery. Na nic zdało się tłumaczenie, że zostawiając mnie z tym, nie mam co zrobić z tymi przedmiotami, bo kupując coś innego, wszyscy oferują ramę od razu z widelcem, średnice, sposoby mocowań, nie pasują itd. i to mi wszystko zostanie. Nie chciałem się z tym zgodzić, więc wynajął adwokata do walki z krnąbrnym klientem, czyli mną. Ostatecznie po długiej walce poddałem się zwłaszcza, że nie miałem wtedy czasu na chodzenie po sądach, oddałem ramę a resztę opchnąłem tracąc na tej przygodzie z marką Ibis niemal 2 tysiące zł. Tak więc jestem mocno zaskoczony, że polska lokalna firma ma tak świetne i nie naciągane, jak rzeczona marka z USA, podejście do klienta.

  • Reply
    ROOL
    5 listopada 2018 at 17:29

    Ja od6tys strasznie mecze gravela meridy. Geometria, koła, kierownica co raz mnie mega pozytywnie zachwycają. Co do apexa ni ciorta nie moge go precyzyjnie ustawic. Teraz bede montował oponki 35 cx i dalej zabawa!

    • Reply
      CyclingChief
      13 listopada 2018 at 19:56

      A jakie masz aktualnie opony w swojej Meridzie? No i jaka szerokość?

  • Reply
    Przemo
    6 grudnia 2018 at 19:55

    No i dzięki Tobie zdecydowałem się na Canona.

    • Reply
      CyclingChief
      9 maja 2019 at 20:37

      Powiem Ci, że gdybym nie miał tyle z nim problemów i trafiłbym na dobry egzemplarz, to nie zamieniłbym tego roweru na nic innego. Świetna przemyślana geometria i napęd SRAM Apex 1 to coś niesamowitego w tym rowerze. No ale cóż… Życie no 🙂 Pozdrowerek!

  • Reply
    Bartek
    9 maja 2019 at 19:31

    Cześć, też mam 179 cm wzrostu. Jaki rozmiar Ruuta miałeś?

    • Reply
      CyclingChief
      9 maja 2019 at 20:36

      Heja. Mam identyczny wzrost. Bierz M-kę, będziesz zachwycony. Żaden mój rower jak dotąd nie był tak wygodny. Pozdrowerek!

  • Reply
    Piotr Wojciechowski
    8 lipca 2019 at 14:58

    Witam,
    Dziekuje bardzo za recenzje roweru Rondo, ktory bardzo mnie zainteresowal, i chcialbym jak najwiecej dowiedziec sie na jego temat, w szczegolnosci pod wzgledem wykonczenia oraz jakosci. Mieszkam w Angii, i szukam czego innego niz oferty lokalne – po prostu chcialbym sie wyrozniac czyms co jest inne. a ze jest to projekt polski, to tym barddziej wzbudza moja ciekawosc.
    Rower jest oferowany na tutejszym rynku poprzez Chainreaction oraz Sigma Sport w trybie zakupu online, jednakze nie ma mozliwosci fizycznie sprawdzenia i przetestowania produktu, wiec bardzo zalezaloby mi na dobrym i rzetelnym opisie wszystkich plusow jak i mankamentow.
    Mamy tutaj lokalnych producentow takich jak Planet X , Holdsworth , Ribble (Linki ponizej) , ktrorych rowery wygladaja na bardzo dobrze wykonczone, i chcialbym od was w miare mozliwosci potwierdzenie , porownanie Rondo do innych topowych marek pod wzgledem jakosci. Rower tutaj kosztuje 1750 Funtow (aluminium) , co nie jest malo , w szczegolnosci z osprzetem Sram Apex , gdzie w tej cenie mozna byloby spodziewac sie u konkurencji czegos w przedziale Shimano 105, lub nawet Ultegra . To jednak nie mialaoby znaczenia, jesli system dobrze dziala jako calosc.
    Bardzo zalezy mi na tym aby kupic rower ktory jest dobrze spasowany , nie tuzinkowy, i genearlnie jest dobrym all rounderem.
    Z gory dziekuje za komentarze.
    Piotr

    https://www.planetx.co.uk/c/q/bikes/gravel-adventure-bikes
    https://www.ribblecycles.co.uk/

  • Reply
    Jaro
    24 lipca 2019 at 21:22

    Witam. Czytałem artykuł przed kupnem mojego Rondo. Mimo opisanych problemów kupiłem Rondo Ruut Al. Miałem sporo rowerów od szosy po enduro. Obecny gravel jest rewelacyjny. Jakby zrobiony pode mnie. Ale żeby nie było zbyt pięknie. Miałem jeden problem. Podczas pierwszego przeglądu nie sprawdzili kół. A dokładniej napięcia szprych. Skończyło się na metalicznym cylkicznym dźwiękiem podczas jazdy. Szprychy w przednim kole były tak luźne że uderzały o zacisk hamulca. Oddałem koła do centrowania i problem znikł. Mały szczegół ale trochę irytujący.

    • Reply
      CyclingChief
      20 sierpnia 2019 at 14:25

      Miałem to samo w pozycji widelca na Endurance. Ale jakbym miał tylko taki problem, to bym sobie zostawił tę maszynę. Szczerze? Jakby wszystko było z tym rowerem w porządku, to bym go kupił drugi raz. O niebo lepiej mi się jeździło niż na Checkpoint ALR 4. No i do tego świetny napęd SRAM Apex 1. Pozdrower! 🙂

      • Reply
        Radek
        27 sierpnia 2019 at 21:28

        Świetny blog!:)
        Ja swoją pasję do rowerów odkryłem dopiero przed 40-stką…2 lata temu kupiłem crossowego Giant Roam 1, który był całkiem OK ale ostatecznie zmienił właściciela a w jego miejsce wpadł trailowy Trek Roscoe 8, którym mogę w końcu ostro poszaleć po górskich, kamienistych szlakach, okolicznych lasach i singlach, których w Wiśle gdzie mieszkam nie brakuje. Generalnie lubię zarówno mozolne podjazdy (z NX Eagle jest to dość łatwe) i zjazdy, natomiast czuję silną potrzebę posiadania drugiego, szybkiego roweru typowo na asfalt i twarde nawierzchnie, koniecznie z barankiem i pedałami spd:)
        Jestem rozdarty pomiędzy szosą typu Endurance (np. piękny Rose PRO SL) lub właśnie gravelem Ruut. Jedyne co mnie wstrzymuje przed zakupem stricte szosy to perspektywa jazdy wyłącznie po asfalcie i ograniczenia z tym związane oraz niebezpieczeństwo jazdy w ruchu ulicznym. Z drugiej strony mając gravela i tak będę nim jeździł 70% szosa a reszta szutrowe, raczej gładkie ścieżki. Dodam, że rower musi mi umożliwiać jazdę w górskim terenie o sporych nachyleniach a z racji tego, że jestem ektomorfikiem ważącym 65kg przy wzroście 180cm i nie mam łydy ze stali to mam obawy, że twarde szosowe przełożenia mnie zabiją. Co byś polecił będąc na moim miejscu?:)

        • Reply
          CyclingChief
          2 września 2019 at 20:55

          Na wstępie chciałbym Ci podziękować za komplement. Przeczytałem wszystko o czym napisałeś. Rondo Ruut jest bardzo dobrym wyborem w Twoim przypadku z racji na napęd SRAM Apex 1 (1×11). Nie będziesz miał żadnych problemów na podjazdach tak jak to czasem bywa w typowym szosowym napędzie, a w terenie bardzo mocne sprzęgło będzie stabilnie trzymało łańcuch na miejscu. Nie wiem jednak jakie teraz dają fabrycznie opony w Rondo Ruut np. AL, ale gorąco polecam Panaracer GravelKing SK. Świetnie jeździło mi się po asfalcie, a po leśnych ścieżkach też świetnie dawały sobie radę. Pozdrower!

Zostaw komentarz