Recenzje wodza

Recenzja pompki TOPEAK RaceRocket

Recenzja pompki TOPEAK RaceRocket - blog CyclingChief

Zapraszam Cię na długodystansowy test podręcznej pompki TOPEAK RaceRocket. Jest to wersja bez żadnego dopisku HP czy MT. Korzystam z niej od około 2 lat, poznałem jej słabe i mocne strony. W przeciągu tych 2 lat tylko raz mnie poważnie zawiodła, ale o tym doczytasz w dalszej części recenzji. Na początek przedstawię Ci jej dane techniczne oraz to, jak prezentuje się sama pompka.

Dane techniczne:

  • Maksymalne ciśnienie: 120 psi / 8 bar,
  • Obsługiwane wentyle: Presta, Schrader,
  • Materiał cylindra: CNC Aluminium,
  • Waga: 85 gramów,
  • Wymiary: 18 x 3.6 x 2.5 cm,
  • Dostępne kolory: Czarny, Czerwony, Niebieski, Srebrny oraz Złoty.

Pompka jest bardzo starannie wykonana. Brak jakichkolwiek luzów pomiędzy poszczególnymi jej elementami. Trzymając ją w ręku czujesz, że jest to produkt z wyższej półki. Bardzo istotnym jej elementem jest sprytnie schowany gumowy wężyk, który zmniejsza ryzyko uszkodzenia samego wentyla podczas pompowania koła w terenie. Jest to bardzo przydatne rozwiązanie, gdyż usuwając awarię na trasie najczęściej – my kolarze – jesteśmy nieco poddenerwowani i bardzo łatwo o katastrofę.

Kompatybilność

Jak już wspomniałem, pompka jest kompatybilna zarówno z wentylami Presta, jak i Schrader (popularnie zwany samochodowym). Abyś mógł napompować dętkę/koło z wentylem Presta, odkręcasz lekko końcówkę mocującą i maksymalnie ją wysuwasz. W przypadku wentyla samochodowego, końcówka ta musi być wkręcona do samego końca. Jest to bardzo intuicyjne rozwiązanie, jednakże kiedy zapomnisz o tych ustawieniach, na końcówce znajdziesz ikonografikę pełniącą funkcję minimalistycznej instrukcji obsługi.

Wydajność

Pasowałoby teraz nieco wspomnieć o jej wydajności. Czy to co podaje producent – maksymalne ciśnienie 120 psi – jest zgodne z rzeczywistością? Zanim odpowiem na to pytanie, musimy ustalić pewną kwestię. Jest to pompka podręczna, którą zabierasz ze sobą w trasę i korzystasz tylko i wyłącznie w przypadku awarii. Nie nadaje się na pompkę domową czy serwisową, z której będziesz korzystał codziennie.

Z pompki korzystałem nie więcej niż 10 razy, najczęściej podczas jazdy na rowerze szosowym z oponami 25C – tutaj najłatwiej złapać kapcia, najczęściej tzw. snakebite po wjechaniu w dziurę na drodze. Do dnia dzisiejszego nie wyposażyłem się w specjalne elektroniczne urządzenie do pomiaru ciśnienia, jednakże po powrocie z trasy i próby dopompowania opon, manometr wskazywał najczęściej ciśnienie w granicach 95-100 psi. Nie jest źle! Trzeba jednak przyznać, że wymagało to sporego nakładu siły, a pompka zaczęła parzyć w dłonie. Z takim ciśnieniem spokojnie byłem w stanie kontynuować swoją jazdę i bezpiecznie wrócić do domu.

Komfort użytkowania

Producent dodaje do pompki dedykowane mocowanie, które możesz zamontować pod swoim koszykiem na bidon – przykręcane za pomocą śrub, żadnych zbędnych obejm na rzep. Na dłuższą metę jest to dobre rozwiązanie, jednakże nie każdy lubi mieć obwieszony swój rower tego typu akcesoriami. Uwzględniając wagę oraz kompaktowość pompki TOPEAK RaceRocket, świetnie nadaje się do wożenia w tylnej kieszonce koszulki kolarskiej. W ogóle nie wystaje, nie uwiera, no i co najważniejsze – nie szpeci nam roweru 🙂

Co im nie wyszło?

Na szczególną uwagę zasługuje gumowana rękojeść – zarówno w negatywnym, jak i pozytywnym tego słowa znaczeniu. Fakt, kiedy zaczynasz pompowanie koła, wszystko działa jak działać powinno. Chwyt praktycznie klei się do dłoni, zapobiegając przed zsunięciem się dłoni z rękojeści. W moim przypadku problem pojawia się, kiedy – oczywiście na oko – dochodzę do ciśnienia około 70 psi. Zaczynasz wtedy wkładać co raz to więcej siły i pojawia się pierwsza wada tego rozwiązania. Otóż ta gumowana nakładka nie jest w żaden sposób przyklejona do rękojeści i przy pompowaniu do wyższych ciśnień całkowicie się zsuwa, co widzisz na zdjęciu poniżej (przesunąłem ją w przeciwnym kierunku, aby było lepiej widoczne). Jest to dosyć uciążliwe. Gumową nakładkę musiałem poprawiać co dwa lub trzy pchnięcia.

Innym razem, podczas mojego najbardziej pechowego wypadu w życiu, pojawił się problem z końcówką pompki. Już opowiadam Ci jak to było. Jechałem rowerem szosowym, i w pewnym momencie złapałem kapcia na tylnym kole. Miałem jedną zapasową dętkę i łatki – skorzystałem na szybko z dętki, napompowałem koło do około 7 barów i ruszyłem w drogę. Po około 5 kilometrach złapałem kolejnego kapcia – tym razem w przednim kole. Posiłkowałem się już łatkami. Wszystko szło zgodnie z planem…

Poważnie?

Zacząłem pompowanie koła. Już na samym początku pompka była gorąca z racji poprzedniego pompowania kilka minut temu. Napompowałem koło do satysfakcjonującego ciśnienia, i… Nie byłem w stanie zdjąć końcówki pompki z wentyla Presta. Połączyły się ze sobą z racji bardzo wysokiej temperatury. Odczekałem aż całość ostygnie – żadnej poprawy. Zmuszony byłem do złamania wentyla i zatelefonowania po brata, aby zabrał mnie z rowerem z trasy. Serwis producenta bez żadnego ‚ale’ wymienił mi końcówkę na nową. Na naprawę czekałem niecały tydzień od dnia wysyłki na gwarancję. Poniżej zamieszczam Ci zdjęcie, jak to wyglądało – żeby nie być gołosłownym.

Także miej na uwadze fakt, że tego typu sytuacja może przytrafić się również Tobie – odczekaj co najmniej 30 minut przed kolejnym pompowaniem, a tym bardziej w przypadku chęci pompowania do wysokich ciśnień.

Podsumowanie

Podsumowując, w cenie około 120 złotych otrzymujesz kompaktową, lekką i dobrze wykonaną pompkę podręczną. Świetnie sprawdzi się w awaryjnych sytuacjach, do tego jest stworzona. Bez problemu mieści się w kieszonce koszulki rowerowej. Spytasz – dlaczego nie kupiłeś sobie pompki w wersji HP (High Pressure), skoro jeździsz rowerem szosowym? Odpowiedź jest dosyć prosta. Przez te wszystkie lata jeździłem zarówno na rowerze szosowym, jak i górskim oraz grawelowym. Potrzebowałem bardzo uniwersalnej i kompaktowej pompki na lata. Pomimo opisanych przede mnie dwóch wad, jakich się dopatrzyłem przez długi okres jej użytkowania, jestem w stanie ją polecić.

Link do strony producenta: https://www.topeak.com/products/racerocket

Jeżeli masz jakieś dodatkowe pytania, bądź korzystasz z tego akcesorium od pewnego czasu – zachęcam do komentowania pod tym wpisem.

Zobacz inne

2 komentarze

  • Reply
    Sziva
    10 czerwca 2018 at 11:20

    Recenzja bardzo rzetelna. Co do nagrzewania się pompki, to żaden producent tego nie uniknie, gdyż wynika to z fizyki i bez zewnętrznego chłodzenia pompka będzie się grzać. Elementy pompki jednak powinny być na to odporne, a zapieczenie się końcówki to już dość poważna wada.

    • Reply
      CyclingChief
      10 czerwca 2018 at 11:35

      Zgadzam się. Pompka powinna być odporna na takie sytuacje, tym bardziej że to sprzęt ‚awaryjny’ i sam podczas awarii nie powinien Cię zawieść. Teraz korzystam z przelotki na wentyl Schrader, żeby podobna sytuacja nie miała miejsca.

Zostaw komentarz