Refleksje wodza

Pozdrawianie rowerzystów – ciężki temat

Pozdrawianie rowerzystów na trasie - artykuł miniaturka

Musiałem wreszcie poruszyć ten temat. W Internecie krąży wiele skrajnych opinii i chcę żebyś wiedział jak to wygląda u mnie. W Biłgoraju i okolicach nie spotykam wielu rowerzystów, natomiast jak już ich spotkam to zawsze jako pierwszy mówię „witam!”, „dobry!” czy „siemano”, unosząc przy tym rękę lub kiwając głową – w zależności od sytuacji, w jakiej aktualnie się znajduję i od wieku napotkanego kolarza. Nie będę podnosił ręki na zjeździe przy 50-60 km/h, gdzie każda pomyłka może się źle skończyć. Zapytasz, po co to robisz?

Dlaczego to robię?

Fajnie jest widzieć, że inni również są zarażeni kolarstwem i nie jestem sam. Widząc kolarza nadjeżdżającego z naprzeciwka od razu poprawia mi się samopoczucie, a na mojej twarzy pojawia się przysłowiowy banan 🙂 To nie jazda samochodem, że jeżdżą praktycznie wszyscy i nie zwraca się uwagi na każde przejeżdżające obok Ciebie auto. Zaczekaj, zaczekaj, pozdrawiasz każdego rowerzystę? Nie. Pozdrawiam tylko i wyłącznie tych, którzy jeżdżą w kasku. Nie zwracam uwagi na to czy jedzie rowerem górskim czy szosowym, czy ma strój kolarski czy nie, czy ma drogi czy tani rower. Dlaczego kask? Według mnie ten szczegół odróżnia – najczęściej – prawdziwego rowerzystę entuzjastę od rowerzysty, który najnormalniej w świecie wybrał się w przejażdżkę i nie interesuje się tak bardzo tym pięknym światem kolarstwa, zarówno górskiego, szosowego, jak i jego multum odmian.

Czy zawsze odpowiadasz na pozdrowienie?

Tak. Zawsze. A dlaczegóż by nie? Cieszę się, że ktoś na mnie zwrócił uwagę i uznaje mnie za swoją bratnią duszę.

Czy każdy odpowiedział na Twoje pozdrowienie?

Nie, nie każdy. Myślę, że mniej więcej 20% pozdrawianych przeze mnie kolarzy albo mnie ignoruje, wstydzi się, albo nigdy nie spotkało się z takim zwyczajem w swojej okolicy. Nie mam im tego za złe, jednakże zdarza się że czuję się wtedy troszkę niezręcznie – no ale szybko o tym zapominam i jadę dalej 🙂

Co druga napotykana osoba to kolarz, co wtedy?

Jeżeli mieszkasz lub wybierasz się do miejscowości, gdzie co druga napotkana osoba jedzie rowerem, to tego typu pozdrowienia – według mnie – mijają się z celem. Ten a jakże miły gest przestaje być czymś wyjątkowym i indywidualnym. Doświadczyłem tego w zeszłym roku podczas wakacji w Ustroniu Morskim, Kołobrzegu i okolicach. Na rowerach jeździli prawie że wszyscy. Było bardzo tłoczno i nie rozwijało się dużych prędkości na ścieżkach rowerowych (wtedy miałem jeszcze rower górski). Tak na prawdę wyróżniali się jedynie kolarze w fikuśnych strojach kolarskich. Oczywiście że byłem zadowolony spotykając tak wielu kolarzy, no ale po pozdrowieniu 20 z nich gest ten – że się tak wyrażę – szybko stracił na swojej mocy 🙂

A jakie jest Twoje podejście do pozdrawiania się na trasie? Może chciałbyś opowiedzieć o swoich przyjemnych lub tych mniej przyjemnych sytuacjach związanych z pozdrowieniami na rowerze? Jestem ciekaw Twojego zdania oraz Twoich doświadczeń z tym związanych.

Jeżeli jeszcze nie oglądałeś odcinka – którego dotyczy ten artykuł – to jak najbardziej zapraszam Cię do obejrzenia go na moim kanale na YouTube: https://youtu.be/pxi0QFKDNSc

Pozdrowerek!

Zobacz inne

Brak komentarzy

    Zostaw komentarz